Self-publishing – wady i zalety (na przykładzie pewnej platformy)

kindle-381242_640Artykuł sponsorowany

Jedną z możliwych opcji wydania książki nie tylko w Polsce jest coraz bardziej popularny self-publishing. Oznacza to, że autor sam wydaje swoją książkę. Ta forma cieszy się mieszaną sławą, a korzystający z niej autorzy bywają narażeni na wyjątkowo złośliwe ataki hejterów. Wbrew pozorom self-publishing ma dość długą tradycję – nawet w Polsce. Sama byłam zaskoczona odkryciem, że Juliusz Słowacki płacił za wydanie swoich poezji. W liście do matki pisał: „ „(„.) ja jestem szczęśliwy, i gdyby nawet 2000 franków wydane na druk nie zwróciły się, to powiem, żem niedrogo szczęście kupił”*. Do grona znanych self-publisherów należeli: Virginia Woolf, Oscar Wild, Marek Twain i inni podziwiani dzisiaj twórcy.

Skąd bierze się przekonanie, że self-publisher to „gorszy autor”?
Moim zdaniem cały czas pokutuje w naszych głowach mit, że „dobrego autora” wydaje wydawnictwo. Chyba trochę czasu minie, zanim to myślenie się zmieni. Po drugie self-publisherzy często są sami sobie „winni”, na siłę wydając książki, które wymagają dopracowania i które nie są gotowe, by pokazać je światu. Ponadto self-publishing oznacza sporą inwestycję, dążąc więc do oszczędności, autorzy zapominają, że każda książka wymaga redakcji i korekty, w efekcie dzieło końcowe robi wrażenie publikacji drugiej kategorii.

Zarówno zaletą, jak i wadą self-publishingu, jest to, że autor sam za wszystko odpowiada.
Zaletą, bo to autor ma wpływ na ostateczny wygląd swojej książki, nie będąc zmuszonym iść na ustępstwa dotyczące treści czy czekać miesiącami, aby po podpisaniu umowy książka znalazła się w księgarniach. Ostatecznie też autor uzyskuje znacznie większy procent ze sprzedaży. Wadą – bo to autor szuka specjalistów, którzy zajmą się redakcją, korektą, opracowaniem graficznym, składem, dystrybucją, promocją i sprzedażą. Mimo że we własnym zakresie stara się o nadanie numeru ISBN, już sam etap przygotowania książki do wydania wydaje się szalenie trudny.

logo_rideroRozwiązanie stanowią wydawnictwa i/lub platformy, które – za opłatą oczywiście – zdejmują z autora część obowiązków. Jedną z takich platform jest Ridero. Jakiś czas temu zostałam poproszona o przetestowanie portalu i podzielenie się swoimi wrażeniami, co niniejszym czynię. Dzisiaj rano zalogowałam się i krok po kroku przeszłam proces tworzenia książki. Po kolei jednak.

Wystarczy wejść na stronę główną, aby przeczytać hasło: „Wydaj własną książkę: drukowaną lub elektorniczną”. Nieco niżej czytam: „Stworzenie książki to jedynie trzy proste kroki. 1. Wybierz szablon tekstu; 2. Wybierz szablon okładki; 3. Załaduj tekst książki. Twoja książka jest gotowa do druku”. Brzmi rewelacyjnie, tylko czy to możliwe? No dobrze, sprawdzę. Zobaczymy, jak to wygląda, zwłaszcza, że mam opcję: „Stwórz swoją książkę bezpłatnie”. Bez wahania klikam i… zaczynam składać swoją książkę. Jak to ja – nie weszłam na stronę z pomocą, ponieważ, oczywiście, nie zauważyłam, że taka strona istnieje.

Poszczególne kroki okazały się jednak łatwe. Tam, gdzie mnie poproszono, dodałam manuskrypt. Tam, gdzie była możliwość, edytowałam tekst, dodając tytuły i wybierając krój czcionki. Trochę zamieszania miałam z okładką – wydawało mi się, że nie mogę dodać własnej grafiki na okładkę, dlatego w pierwszym odruchu poczułam się rozczarowana. Na szczęście odkryłam tę możliwość podczas jednego z kolejnych kroków.

Chyba złożenie książki zajęło mi pół godziny (a może godzinę – nie sprawdzałam z zegarkiem) moja książka była gotowa do zapisu w formatach książki elektronicznej oraz zamówienia jej w wersji drukowanej. Świetnie, tylko ile mnie to będzie kosztowało? Okazuje się, że za darmo mogę przygotować książkę i pobrać ją w formacie EPUB 3. Miła niespodzianka. Za pozostałe opcje muszę zapłacić.

ridero2

Książkę zapisaną w czterech formatach (EPUB3, MOBI, FB2, PDF) mogę pobrać za 36 zł. A koszt druku? Sprawdziłam. 50 egzemplarzy książki w miękkiej oprawie z liczbą 33 stron to wydatek 290 zł. Ufam, że brutto, choć nie zostało to sprecyzowane na stronie. Cena za egzemplarz wynosi zatem 5,80 zł. Akceptowalne.

Moje wrażenia? Zacznę od tego, co postrzegam jako zalety tej platformy.

  1. Łatwość obsługi.
  2. Zarówno struktura tekstu, jak i stworzona przeze mnie w pięć minut okładka wyglądały estetycznie. Podkreślam fakt, że w tekście automatycznie zniknęły podwójne spacje i wiszące spójniki – dzięki tego rodzaju korekcie wydawniczej książka wyglądała zdecydowanie bardziej profesjonalnie.
  3. W przyszłości bezpośrednio na ridero.pl będzie można zamówić korektę tekstu lub projekt okładki – jako osoba zapracowana zawsze cenię możliwość kompleksowej realizacji kilku usług w jednym miejscu.
  4. Mogę bezpłatnie pobrać format EPUB – warto, abym o tym pamiętała podczas przygotowywania bezpłatnych materiałów do pobrania z mojej strony.
  5. Możliwość skorzystania z pomocy wirtualnego asystenta. Usługa jest wprawdzie dodatkowo płatna, jednak może stanowić ułatwienie dla osób, które nie czują się zbyt pewnie podczas korzystania z narzędzi internetowych.
  6. Regulamin i polityka prywatności platformy dostępne na głównej stronie.
  7. Dodatkowo – według zapewnień osoby, z którą prowadziłam korespondencję mejlową – „Jeśli chodzi o druk, to tak – można zamówić na adres domowy, ale będzie też możliwość (…) usługi print-on-demand, czyli może Pani zlecić drukarni wysyłkę książek na różne adresy. Nawet jeśli na jeden adres przypadnie tylko jedna książka”.
  8. Pomoc w promocji książki. W jednym z artykułów na blogu Ridero przeczytałam: „przyjazne roboty Ridero dają Ci jeszcze więcej: rozbudowana strona książki z jej zdjęciem, linkami do e-księgarni, w których będzie dostępna, a także z informacją o książce w postaci tekstu, zdjęcia a nawet, jeśli chcesz, wideo! Jest też miejsce na informacje o Tobie jako autorze, recenzje, opinie i aktualności – na przykład informacje o najbliższych spotkaniach autorskich”**.
  9. Pomoc w uzyskaniu numeru ISBN.
  10. Blog i strona pomocy z przejrzystymi informacjami i wskazówkami, jak działa platforma.

Nie ma ludzi bez wad. Nie ma platform bez wad. Również na ridero.eu pewne dostrzegłam.

  1. Zabrakło mi wyraźniej przekazanej informacji na temat dystrybucji książki. Wiem, że docelowo ma pojawić się w księgarniach, ale jakich? Zaczęłam dopytywać mejlowo. Uzyskałam zapewnienie, że lista księgarń wkrótce się pojawi. Trzymam za słowo.
  2. Druga istotna wada – nie znalazłam na stronie informacji o tym, jak wygląda wynagrodzenie autora i rozliczenie podatkowe. Wolałabym, aby takie informacje były zamieszczone – jeśli nie na stronie głównej, to na jednej z podstron, tak abym mogła je łatwo znaleźć, zanim zaloguję się na platformę i zacznę składać swoją książkę.

Osoba, z którą korespondowałam, napisała: „W tym momencie nie ma tej informacji, ale po dodaniu możliwości sprzedaży w sklepach, użytkownik będzie miał dostęp do comiesięcznych raportów ze sprzedaży”.

  1. Ridero nie zajmuje się dystrybucją (drukowanych książek) w ogóle. Oferuje jedynie możliwość sprzedaży e-książek w e-sklepach.
  1. Nie mogłam wybrać dowolnej czcionki na okładkę mojej książki. Miałam co prawda do dyspozycji zestawienie kilku stylów, które zadowoliłoby mnie w pełni, gdyby nie zależało mi na konkretnym foncie.
  1. Może się czepiam, ale informacje o promocji książek są zawarte w artykule pt. „Co musi mieć książka, żeby była książką?”. Szukając informacji o promocji, nie szukałabym ich w tym artykule; nie pod takim tytułem. Szukałabym ich na podstronie „O nas”.

Zauważalne jest, że Ridero to nowa, dopiero startująca platforma, stąd brak niektórych – moim zdaniem podstawowych – informacji na stronie WWW. Sądzę jednak, że w chwili, gdy zostaną uzupełnione, mogę dać im zielone światło.

* J. Słowacki, Listy do matki, opr. Z. Krzyżanowska, Wrocław 1952, s 64.
** https: //ridero. eu/pl/blog/? p=56

 

 

Doktor literaturoznawstwa, pisarka, trenerka kreatywnego pisania. Pi­sze, bo chce… Pracuje z osobami, które chcą pisać tak, by inni chcieli to czytać.
Ciekawy artykuł? Podziel się.Facebooktwittergoogle_pluslinkedinby feather

Czy chcesz otrzymać „Miniporadnik kreatywnego pisania”? Zapisz się na mój newsletter.

 

 



Bulk email software by FreshMail










8 odpowiedzi na „Self-publishing – wady i zalety (na przykładzie pewnej platformy)”

  • Na pewno z takiej opcji skorzystają niektóre osoby piszące. Wydaje mi się, że jest to opcja dla odważnych i zdeterminowanych, by być pisarzami 🙂 Ktoś taki jak ja, po odrzuceniu tekstu przez wydawnictwa, powie sobie – „cóż, tekst jest słaby…”, ale wiele osób może być pewnych wartości swojego dzieła i nie podda się tak łatwo 🙂
    Tutaj trzeba dokładnie i ze zrozumieniem przeczytać regulamin. Wiemy, że istnieją na rynku możliwości samodzielnego wydania książki (za opłatą), ale to nie wszystko. Pamiętam wywiad z Romanem Praszyńskim. Ile trudu musiał włożyć, by wypromować swoje dzieło? Jednak jest to jakiś sposób na zaistnienie 🙂

    • Tak. Jest to dla odważnych, zdeterminowanych.
      A z tym odrzuceniem przez wydawnictwo… – moja znajoma, właścicielka wydawnictwa, wielokrotnie powtarza, że odrzucenie (a częściej) brak odpowiedzi o niczym nie musi świadczyć.

  • Dziękujemy bardzo za recenzję i spieszymy z dobrą wiadomością! Od wczoraj każdą e-książkę stworzoną w Ridero można szybko umieścić w wybranych księgarniach internetowych. Na dobry początek – w Publio.pl, a za pośrednictwem firmy Azymut (dystrybutor książek) także w 200 innych księgarniach internetowych. Jeśli tylko macie w zanadrzu książkę, która czeka na wydanie – zapraszamy do Ridero. 🙂

  • Nie zachęcałabym debiutantów do wydawania w ten sposób. Po pierwsze redaktor i korektor (nie mylić z takim pisaczkiem;) to niezbędne osoby w procesie wydawniczym. Nie zastąpią ich nawet najlepsze programy (szczególnie redaktora). Niestety debiutanci często nie przypuszczają, jak istotne zadania spełniają te osoby. Zresztą trudno się temu dziwić, przecież po raz pierwszy zamierzają wydać swoje słowa.
    Myślę, że to bardzo smutne, gdy w swojej pierwszej książce (po jakimś czasie) odnajdziemy niezgrabności stylistyczne, błędy logiczne czy choćby literówki (edytory nie wszystko wyłapią).
    Natomiast doskonalę wyobrażam sobie wybór takiej drogi wydawniczej przez doświadczonego pisarza – pisarza anarchistę, który marzy o stworzeniu czegoś, czego żadne wydawnictwo mu nie wyda. Taka osoba wie, do kogo zwrócić się o pomoc przy korekcie, a kolega po piórze rzuci okiem redaktorskim. Wówczas możemy mówić o podążaniu torami Słowackiego 😉
    Dlatego żałuję, że tego typu witryny adresują swoją ofertę do debiutujących pisarzy.

  • „Moim zdaniem cały czas pokutuje w naszych głowach mit, że „dobrego autora” wydaje wydawnictwo. ”

    Ale czy to naprawdę jest tylko mit? weszłam na ten blog własnie poszukując informacji o tym, czy zdarzają się książki samodzielnie wydane, ale przykuwające uwagę, napisane świetnym stylem, znajdujące rzesze czytelników itp. po prostu dobre książki.
    Ale wszystkie wyniki z Google, jakie mi wyskakują to narzekania potencjalnych autorów na wybredne wydawnictwa i oszukańcze vanity press.
    Nie znalazłam żadnych recenzji książek, które byłyby samodzielnie opublikowane przez debiutantów i które zachwyciłyby czytelnika.

    • Ja znam dobre książki wydane na zasadach self-publishingu. Są to książki poradnikowe, branżowe.
      Self-publishing jest jeszcze nowy w Polsce. Jeszcze nie jest tak popularny jak na zachodzie.
      Po drugie – self-publishing może łączyć się z mniejszą promocją książki, co oznacza, że informacja o dobrej książce do nas nie dociera.
      A autorzy często też sami sobie szkodzą – wydając książkę, która nie jest na to jeszcze gotowa. Dlatego pojawia się sporo słabych książek. Ale czy wydawnictwa nie wydają słabych książek?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *