Raj na kredyt – fragment

 

Miało być niebo do wynajęcia. Tak na początku sądziła. Może cudze, ale prawie jak własne. Z możliwością ustawienia mebli po swojemu. Bez zobowiązań.

Wyszedł raj na kredyt. Zmiana niby niewielka, leksykalna, a jednak tak ogromna, że odczuwalna w każdej tkance ciała. Widoczna w każdym skręcie linii papilarnych, wyrazie oczu, ust, kolorze włosów.

Raj na kredyt. Budynek. Raczej historyczny. Raczej szary. Bardziej czyjś niż jej. Może nawet nigdy nie był jej…?

Jak o tym pisać? Jak zacząć?

Krąży po jej głowie od tak dawna. Może wystarczy zacząć od dnia, w którym stała przed wielkimi drzwiami. Jednymi z wielu. To, że akurat te były wejściem do budynku, rozpoznała po dzwonku elektrycznym na ścianie. I może jeszcze po koszu na niedopałki stojącym w pobliżu.

Wielkie drzwi do wielkiego budynku. Na chwilę wstrzymała oddech. Poczuła, że traci równowagę. Zamknęła oczy. Oparła rękę o filar, który niepokojąco tracił swoje kontury. Rozpływał się w mgle domysłu, mgle zemdlenia. Lecz dotyk nie kłamał. Była materia. Był kamień. Nie było konturów.

Krystyna Bezubik, Raj na kredyt

grafika: Gabriela Szymańska

Kłamały oczy, więc je otworzyła. Odetchnęła głębiej. Drzwi były do otwarcia. A wraz z nimi pytania, bez których by nie istniała. Pchnąć czy pociągnąć? Ten dylemat nie zaprzątał jej głowy zbyt długo, a może nawet nie zaprzątał ani przez chwilę. Nie musiała sprzątać głowy, aby ciało działało.

Pchnęła drzwi. A może pociągnęła? Weszła do przedsionka. (Czy w gmachach też są przedsionki? Czy tak nazywa się ten fragment budynku między drzwiami pierwszymi a drugimi? Ileż pytań do dysertacji naukowych budziło tych kilka metrów kwadratowych!). Ale przecież nie o tym miała pisać.

Siadała przed komputerem, aby zdać relacje. Aby sobie przypomnieć, zaczęło się to wszystko. A więc po kolei.

Weszła do środka. Zostawiła w szatni płaszcz. Spojrzała w lustro. Pomalowała usta. Tak, chyba właśnie tak to się zaczęło. Szatnia. Lustro. Uprzejme „Dzień dobry” rzucone w powietrze. Kilka pytań w głowie. Kilka marzeń, do których głośno się nie przyznawała. I może jeszcze odrobina naiwności. Takiej dwudziestokilkuletniej.

Kiedy to było? Kilka lat temu? A może kilka wieków temu, gdy język jeszcze wyrażał to, co niewyrażalne? Wtedy zaczęła od drzwi i pytań bez odpowiedzi. A dziś? Co dziś pozostało? Ironiczna kpina czy autoterapia? Poczucie zmarnowanego czasu czy zwycięstwo nad czymś niewiadomym? A może tylko półka z książkami? Wspomnienie budynku i symboli, które już na zawsze będą przemawiać tylko do niej. I może jeszcze stopnie, bo przecież wszystko działo się na piętrze. I może jeszcze kredyt. Chociaż kredyt zaciągnęła wcześniej. Znacznie wcześniej.

P.S. Masz ochotę na więcej? Na tej stronie znajdziesz bezpłatny fragment książki.

 

 

Doktor literaturoznawstwa, pisarka, trenerka kreatywnego pisania. Pi­sze, bo chce… Pracuje z osobami, które chcą pisać tak, by inni chcieli to czytać.
Ciekawy artykuł? Podziel się.Facebooktwittergoogle_pluslinkedinby feather

Czy chcesz otrzymać „Miniporadnik kreatywnego pisania”? Zapisz się na mój newsletter.

 

 



Bulk email software by FreshMail










6 odpowiedzi na „Raj na kredyt – fragment”

  • Nke wiem dlaczego wszędzie królują krótkie zdania. Czytając ten fragment mam wrażenie, że czytam coś ppszatkowanego. Każde zdanie jest odrębne i oderwane od poprzedniego. Nie wyłonił mi się żaden obraz. Postrzępione myśli, postrzępione obrazy, które nijak nie chcą złożyć się w całość. Także ja podziękuję. Mimo wszystko życzę sukcesów.

  • Krzysiu żałuję, że nie będę na premierze książki.
    ” Co dziś pozostało? Ironiczna kpina czy autoterapia? Poczucie zmarnowanego czasu czy zwycięstwo nad czymś niewiadomym? ” – przemawia do mnie.
    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *