O pisaniu w kawiarni

„Co lubisz robić i czego sobie skąpisz?” – takie pytanie wyczytałam jakiś czas temu w książce Julii Camerom „Droga artysty” (polecam!). Moja odpowiedź brzmiała: „Lubię spędzać czas w kawiarni, a od jakiegoś czasu rzadko sobie na to pozwalałam”.

Gdy zaczęłam zastanawiać się nad tym głębiej, uświadomiłam sobie, że pociąga mnie też obraz pisarza czy pisarki, którzy tworzą w kawiarni. Mają swój laptop, zamawiają kawę – i tak każdego dnia, gdy postanawiają pisać. „Dlaczego tego nie robię?” – zadałam sobie pytanie.

Dlaczego? Bo wyprawa do kawiarni wydawała mi się nieco męcząca i kłopotliwa. Mieszkam na wsi, do miasta i kawiarni muszę dojechać; jakoś w mojej wyobraźni jawiło się to jako wielka wyprawa.

Poza tym chyba miałam przekonanie, że wygodniej jest w domu, że przecież pisanie nie potrzebuje aż tak wielkich starań. Poza tym – co pomyślą inni…

Okay, może nie potrzebuje, ale przecież sama powtarzam, że warto tworzyć swoją przestrzeń na pisanie. Że miejsce ma znaczenie. A skoro w mojej wizji idealnego dnia pisarskiego pojawia się kawiarnia, dlaczego by do niej nie pojechać?

Przyznaję, pierwszy raz było dziwnie. Grzeczna pisarka we mnie czuła się niekomfortowo. Ale gdy usiadałam, otworzyłam laptop, zamówiłam ulubioną latte… O tym, co daje mi pisanie w kawiarni, opowiadam w filmie (nagrywałam go właśnie w kawiarnianym ogródku).

Mam do Ciebie jeszcze dwa – usłyszane lub przeczytane gdzieś, kiedyś – pytania:

A co, jeśli ludzie niczego nie pomyślą?

Co byś zrobiła, gdybyś się nie bała?

Mnie pomagają. Może pomogą też Tobie.

Doktor literaturoznawstwa, pisarka, trenerka kreatywnego pisania. Pi­sze, bo chce… Pracuje z osobami, które chcą pisać tak, by inni chcieli to czytać.
Ciekawy artykuł? Podziel się.Facebooktwittergoogle_pluslinkedinby feather

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *